Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Argentinos Juniors

07.12.2013 PRIMERA DIVISION 2013/2014
Argentinos Juniors - Rosario Central 1:2

W Argentinos Juniors swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał Diego Armando Maradona, toteż nazwanie stadionu jego imieniem (za życia) nikogo specjalnie nie dziwi. W muzeum historii klubu znajduje się osobna sala poświęcona boskiemu Diego: a to zdjęcia gdy chłopięciem był, a to buty, za pomocą których nastrzelał w trakcie 5-cio letniej gry dla Juniors ponad sto bramek. Jest też pierwszy podpisany przez niego kontrakt, niezliczone zdjęcia, koszulki, wycinki z gazet i graffiti na ścianach. W muzeum znajdują się ponadto inne pamiątki klubowe, ale i tak wszyscy zwiedzający idą najpierw w koniec sali - legenda ekscentrycznego Argentyńczyka jest wiecznie żywa.
Historia Argentinos Juniors jest nieco zagmatwana - dość wspomnieć, że klub powstał w 1904 roku jako "Martyrs of Chicago". Największym jak dotąd sukcesem drużyny było zdobycie Copa Libertadores (czyli południowoamerykańskiego odpowiednika dzisiejszej Champions League) w 1985 roku. Oprócz Maradony do najbardziej znanych zawodników Juniors należą Ubaldo Fillol (obronił karnego Deyny na MŚ w 1978 roku), Sergio Batista, Fernando Redondo, Juan Roman Riquelme i Esteban Cambiasso.
Wielkich nazwisk dziś w składzie nie ma, następców wyżej wymienionych ani widu, ani słychu. Ot, rzemieślnicze kopanie ku uciesze coraz mniej licznej widowni. Obiekt chyli się ku upadkowi, jedna z trybun zamknięta na stałe, kibice wydają się przychodzić bardziej z przyzwyczajenia niż z oczekiwaniami jakichś spektakularnych triumfów. Bez historycznego odwołania do Maradony klub kompletnie utonąłby w ligowej szarzyźnie, w której dzielnie zmaga się o pozostanie w Primera Division, balansując zazwyczaj na krawędzi spadku.
Drużyna gości, okupująca miejsca ciut wyżej w ligowej tabeli, przyjechała do Buenos Aires, żeby przede wszystkim nie przegrać, a że okazało się, że trzy punkty są w zasięgu - skwapliwie skorzystała z okazji. Gwiazdorem Rosario jest Urugwajczyk, 37-letni już Abreu, który pewnym strzałem z karnego otworzył wynik spotkania. Juniors wyrównali kilka minut po przerwie za sprawą nieco ociężałego dotąd Boyero, ale wkrótce zostali skarceni kontrą żółto-niebieskich, którzy nie pozwolili sobie wydrzeć zwycięstwa już do końca meczu. Bardzo dobrze zawody poprowadził sędzia, na oko prawie dwumetrowy osobnik, który nie pozwalał krewkim Latynosom na żadne niepotrzebne harce i odgrywanie scen dramatycznych, za to regularnie sięgał do kieszeni po coś w rodzaju białego sprayu - zaznaczal nim miejsce, z którego miał być wykonany rzut wolny, jak i mur stawiany przez drużynę przeciwną - bardzo praktyczne rozwiązanie zapobiegające cwaniackim zabiegom kopaczy.
W przerwie do skąpanej w słońcu trybuny na przeciwko podeszła spokojnie brygada straży pożarnej i zaczęła skrapiac towarzystwo wodą z sikawki, budząc fale radości wśród polewanych. Jak się okazało - tradycja klubowa, gratisowy prysznic.
Uwagę publiczności siedzącej blisko mnie przykuł incydent z końca pierwszej połowy. Jakiś nobliwie wyglądający starszy pan wzburzonym głosem wykrzykiwał coś w kierunku trenera miejscowych, obwiniajac go pewnie o niekorzystny rezultat. Nie spodziewał się jednak, że tuż obok na trybunie zasiadła żona trenera, która bez pardonu stanęła w obronie męża, żywo przy tym gestykulując (patrz zdjęcie brunetki w przedostatnim rządku). Agresor spokorniał jak trusia. Przyznam szczerze, że jak też wolałbym nie zadzierać z panią Lombardi, wyglądającej na połączenie wulkanu z buldożerem, choć trzeba przyznać, że w całkiem atrakcyjnym opakowaniu.