Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Boca Juniors

03.05.2015 PRIMERA DIVISION 2014/2015
Boca Juniors - River Plate 2:0

Dostanie biletow na taki mecz niemal graniczy z cudem, ale jak sie zna cudotworce, wszystko jest mozliwe. Wielu nazywa pojedynek miedzy obydwoma druzynami "najlepszymi derbami swiata" - coz, znajdzie sie pewnie rownie duza grupa kibicow, ktorzy za takie uznaja derby Rzymu (bylem), Aten (bylem), Stambulu (bylem), a nawet Sofii (bylem), Moskwy (bylem) czy Lodzi (tez bylem). Dosc powiedziec, ze na niebiesko-zolty stadion zwany pieszczotliwie La Bombonera kibice River Plate w dniu meczu nie sa wpuszczani, oczywiscie ze wzgledow bezpieczenstwa. To calkiem rozsadny pomysl biorac pod uwage a) pojemnosc obiektu (ok. 60 tysiecy), b) jego wiek (rok budowy: 1905) oraz c) niezliczone tony emocji, ktore towarzysza wydarzeniu.
Na ponad godzine przed pierwszym gwizdkiem stadion byl pelen. Brac kibicowska umilala sobie i innym czas spiewajac klubowe piosenki, ktorych linia melodyczna moglaby zaintrygowac niejednego melomana. Spiew zostal przerwany gwizdami, gdy na murawie pojawil sie bramkarz gosci celem przeprowadzenia rozgrzewki. Co ciekawe, zawodnicy z pola obydwu druzyn musieli rozgrzewac sie gdzies indziej, bo na plycie boiska zameldowali sie tuz przed rozpoczeciem spotkania. Gwizdek w koncu rozbrzmial i bitwa sie rozpoczela. W zgodnej opinii wszystkich kolegow, z ktorymi ogladalem mecz, wygladalo na to, ze odstawienie nogi, czy odpuszczenie beznadziejnego podania nigdy przez kibicow nie zostanie wybaczone. Dlatego bitwa toczyla sie doslownie o kazda piedz murawy i o kazda pilke. Pierwsi emocje opanowali przyjezdni i to oni powinni objac prowadzenie - po jednej ze skladnych akcji zakonczonych soczystym strzalem pilka uderzyla w poprzeczke uwalniajac glebokie westchnienie ulgi wsrod publicznosci. Do przerwy 0:0. W drugiej odslonie do glosu coraz bardziej zdecydowanie zaczeli dochodzic miejscowi, spychajac River Plate praktycznie tylko do obrony, sporadycznie przerywanej nieskladnymi kontrami. Kolejne minuty nie przynosily bramek i pomalu zaczela sie pojawiac obawa o brak futbolowej soli. Na szczescie do akcji wkroczyl trener Juniorsow, niejaki Rodolfo Martin Arruabarrena (mlokos, 39 lat), a konkretnie jego trenerski nos: strzelcami bramek okazali sie obydwaj wprowadzeni przez niego rezerwowi, ktorzy dzieki temu z pewnoscia zostali (przynajmniej w pewnym sensie) niesmiertelni. Goscie nie byli w stanie odpwiedziec na taki obrot rzeczy i pozostalo im przelknac gorycz porazki z nadzieja na rychly rewanz, do ktorego nota bene doszlo kilka dni pozniej, w meczu pucharu krajowego, tym razem na stadionie River Plate.
Tymczasem rozpoczelo sie fetowanie zwyciestwa, rozentuzjazmowany tlum ruszyl w miasto, zeby w blizszych i dalszych barach, pubach, grillach i innych przybytkach nacieszyc sie wiktoria nad odwiecznym rywalem a przy okazji troche utrzec zyciu nosa. My rowniez udalismy sie do knajpy, w nobliwej dzielnicy Buenos zwanej San Telmo, zeby pokosztowac zacnego argentynskiego wina i jeszcze zacniejszej wolowiny.