Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Bologna

04.02.12017 SERIE A 2016/2017
Bologna - Napoli 1:7

Rzeź niewiniątek, której chyba nikt się nie spodziewał. Bologna zajmowała do tej pory bezpieczne miejsce w środkowej części tabeli Serie A i choćby z tego względu można było oczekiwać w miarę wyrównanego pojedynku. Rzeczywistość okazała się dla miejscowych brutalna: po zaledwie sześciu minutach było 0:2, a po pierwszej połowie 1:4. Bramka Torosidisa wlała co prawda odrobinę nadziei w serca kibiców Bolonii, ale po przerwie neapolitański walec nie pozostawił na boisku cienia wątpliwości, kto tego wieczora będzie miał powody do świętowania wiktorii. Ekipa spod Wezuwiusza zrobiła iście piorunujące wrażenie, a dla nas - Polaków - satysfakcja to tym większa, że istotnym ogniwem tej machiny są nasi rodacy. Co prawda Milik mimo wcześniejszych zapowiedzi ostatecznie nie pojawił się na murawie tego wieczora, to jednak występ Zielińskiego można określić jako bliski doskonałości. Widać gołym okiem, że rozgrywający naszej reprezentacji odpłaca w dwójnasób za zaufanie, którym obdarzył go Maurizio Sarri. Asysty przy drugiej i czwartej bramce (lewą i prawą nogą!) były najwyższej próby, a cały mecz potwierdził, że zainteresowanie Realu wcale nie musi byś dziennikarską kaczką. Wielką klasę pokazał również Hamsik - prawdziwy lider zespołu, który potrafi zarówno regulować tempo gry, umiejętnie przerwać akcję drużyny przeciwnej jak i bezwzględnie wykorzystać okazje bramkowe - w sobotni wieczór pokonał bramkarza gospodarzy trzykrotnie. Piłkarzy Bolonii można i należy pochwalić tylko za ambicję, bo umiejętności sportowe na tle SSC Napoli wypadły wyjątkowo blado. Postawę swoich pupili nagrodzili dopingiem do końca meczu miejscowi tifosi, co z kolei docenili sami piłkarze, którzy po spotkaniu podeszli do sektora za bramką i oddali swoim fanom meczowe koszulki.
Jeśli Napoli tak potrafi grać bez swojego czołowego snajpera, to w pojedynku w Lidze Mistrzów z Realem Madryt wcale nie musi stać na straconej pozycji. Dla Arkadiusza Milika będzie to z pewnością oznaczać jeszcze większą presję. Oby nasz Narodowy Snajper Numer Dwa godnie sobie z nią poradził.