Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Chievo Verona

13.03.2016 SERIE A 2015/2016
Chievo Werona - AC Milan 0:0

Mario Balotelli, Philippe Mexes, Kevin Prince-Boateng, Diego Lopez – te nazwiska zawodników AC Milan bez wątpienia robią wrażenie na większości kibiców. Tym większe, jeśli nie wychodzą w podstawowym składzie. I jeszcze większe, jeśli żaden z nich nie pojawia się na boisku na choćby minutę. Sinisa Mihajlović pozostawił swoje największe gwiazdy na ławce (pokazując zapewne, kto tu rządzi), ale wynik końcowy go nie obronił – bezbramkowy remis na boisku drużyny środka tabeli to jednak porażka – zwłaszcza w kontekście pogoni czerwono-czarnych za drużynami, które obecnie zajmują miejsca gwarantujące udział choćby w Lidze Europy.
Wejście na stadion we Włoszech prawie zawsze idzie opornie – oprócz biletów sprawdzane są również dokumenty tożsamości, a ponieważ ilość bramek jest ograniczona, całkiem szybko wokół nich gromadzi się ciżba i o tzw. “cwanego gapę” nietrudno. Obiekt w Weronie swoje lata już ma, a na niebieskiej bieżni wokół boiska zęby czasu widać aż nadto – jest wielce wątpliwe, czy rozgrywane są na niej jakieś zawody lekkoatletyczne, bo wypadek byłby niemal gwarantowany.
Na stadionie pojawiło się w niedzielne południe parę tysięcy kibiców. Miniona sława AC Milan działa jak magnes, poza tym niewielka odległość z Mediolanu (150 km, czyli niecałe dwie godziny jazdy autostradą) przyciagnęła na trybuny wielu kibiców drużyny gości.
Pierwsza połowa przeszła bez echa, dwie sytuacje podbramkowe (w sumie) to wszystko, na co było stać obydwie drużyny. Już w 19. minucie wskutek kontuzji boisko musiał opuścić bramkarz przyjezdnych, 17-letni (!) Donnarumma, którego zastąpił mający na oko 20 kilogramów nadwagi Abiatti (widać, że Mihajlović nie darzy sympatią Lopeza, który było nie było ma za soba udane wystepy w Realu Madryt). W Milanie ewidentnie brak rasowego rozgrywającego – Bertolacci bardzo chce, ale nie zawsze może, a Menez woli mieć piłkę dograną, niż samemu dogrywać. Jaśniejszym punktem z pewnością był Honda, ale "brak" prawej nogi zbyt często ogranicza jakość operowania po prawej stronie boiska. 
W drugiej połowie coś się teoretycznie ruszyło, po dwóch strzałach z rzędu od utraty bramki ratowała gospodarzy poprzeczka, ale żadna z drużyn papierów na zwycięstwo tego dnia nie miała.
W związku z czym w naszej pamięci pozostaną raczej uroki starówki Werony, niż wspomnienia z samego meczu.