Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

SR Colmar

07.08.2015 LIGUE NATIONAL 2015/2016
SR Colmar - FC Chambly 1:1

Do wizyty na stadionie w Colmar przymierzaliśmy się od jakiegoś czasu – w samym mieście, nota bene całkiem urokliwym (ma nawet zakątek nazywany Małą Wenecją), byliśmy kilkanaście razy. Stadion (no, może raczej stadionik) widoczny jest z poziomu autostrady A35 przebiegającej w pobliżu.
Okazja się w końcu trafiła – otwarcie sezonu 2015/16 w Ligue National (trzeci poziom rozgrywek we Francji). W Colmar pojawiła się drużyna FC Chambly, której stroje, a zwłaszcza logo rodziły skojarzenia z Interem Mediolan. Przy czym numery na koszulkach słynnej drużyny z Italii są zazwyczaj widoczne, a w przypadku Chambly nie – czarny kolor na granatowym tle ma prawdopodobnie uprzykrzyć życie sędziów. Publiczność stawiła się dość licznie, najwyraźniej spragniona ligowych emocji. W pobliżu nie ma klubu w wyższej klasie rozgrywkowej. Zainteresowanie sklepikiem z pamiątkami bardzo znikome, za to o wiele większe punktami gastronomicznymi oferującymi alzacką pizzę (czyli Flammenkuchen) oraz mniej alzackie hot dogi, jak również piwo i tzw. miękkie napitki.
Mecz rozpoczął się punktualnie, ale po ok. 25 minutach nastąpiła dłuższa przerwa, początkowo z niejasnych powodów. Okazało się, że jeden z sędziów bocznych zasłabł i musiał go zastąpić sędzia techniczny, który nie czuł się w swojej nowej roli zbyt pewnie, a do tego jego sygnalizacja była kilkakrotnie ignorowana przez arbitra głównego. Widocznie panowie sie nie lubią.
Mecz miał pewien poziom i ten poziom był niski, nie mający nic wspólnego z popisami PSG czy innego Monaco. Do tego stopnia, że zaczęliśmy rozważać zasadność pozostania na drugiej połowie. Zostaliśmy, wyłącznie dla dochowania niepisanej zasadzie, z nikłymi nadziejami na jakiekolwiek emocje. Jeszcze pod koniec pierwszej połowy padła bramka dla gości – przypadkowe wybicie obrońcy okazało się genialnym podaniem otwierającym napastnikowi FC Chambly szanse wyjścia sam na sam, której nie zmarnował. Po czym, wraz z kolegą z drużyny podziękował Najwyższemu w sposób niebudzący watpliwości, że obydwaj wyznają islam.
Gospodarze nie mieli papierów na gola, ale dość nieporadny upór się opłacił. W doliczonym czasie gry sędzia podyktował rzut karny po zagraniu ręką, dzięki czemu Colmar uratował jeden punkt.
Następnie niezwłocznie udaliśmy się do domu, delektując się perspektywą ropoczętego właśnie weekendu. O meczu nie rozmawialiśmy i pewnie nieprędko to zrobimy.