Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

ŁKS Łódź

09.04.2012 EKSTRAKLASA 2011/2012
ŁKS Łódź - Widzew Łódź 1:1

Wcześniej na łódzkich derbach byłem na tyle dawno, że nawet nie pamiętam dokładnie kiedy. Można powiedzieć, że przez te kilkanaście lat świat się bardzo zmienił, ale stadion ŁKS-u (czy też bardziej precyzyjnie: MOSiR-u) nie zmienił się praktycznie wcale. No, może z tym wyjątkiem, że za dawnych czasów można było wchodzić na główną trybunę, bo wtedy jeszcze nie groziła zawaleniem. 
System tzw. Fankart to jedna wielka lipa - zamówiłem je przez internet, by potem ponad godzinę spędzić w kolejce do ich odbioru z przedpotopowej budki, mając przed sobą ledwie dziesięć osób. Przy wchodzeniu na stadion nie zainteresował się Fankartą nawet pies z kulawą nogą - uwagę porządkowych skupiał tylko bilet, który - jak się okazuje - można kupić na Fankartę Jimmiego Hendrixa, Nr PESEL 666.
Na wielkołódzkie derby stawiło się, wg spikera zawodów ok. 3900 (słownie: trzy tysiące dziewięćset) kibiców i nawet niewpuszczenie na stadion sympatyków Widzewa niewiele zmienia postać rzeczy. Wstyd.
Sam mecz to realizacja dawno temu wymyślonej taktyki "kopaj w przód, ja tam będę" w atmosferze niezłego dopingu, który zdecydowanie zbyt często stawał się skrajnie wulgarny, choć zaczepek tym razem nie było (patrz wyżej). Bohaterem spotkania został Marcin Kaczmarek, który sporo usłyszał o swoim prawdziwym imieniu, preferencjach seksualnych oraz, tradycyjnie już, rodzinie, z matką na czele.
Rywalizację "dziesiątek" w obydwu drużynach wygrał zdecydowanie Saganowski. Nie dość, że strzelił wyrównującą bramkę, to zaangażowaniem i umiejętnościami może niejednemu zaimponować. Czego nie da się powiedzieć o Matusiaku, który jest cieniem zawodnika z eliminacji do ME 2008. Na oko z 10 kilo starszy, niezwrotny, za to często machający rękami do sędziów i kolegów z drużyny.
Remis, choć sprawiedliwy, to porażka ŁKS-u, któremu punkty potrzebne są jak powietrze.