Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Monachium - Allianz Arena

19.05.2012 FINAŁ LIGI MISTRZÓW 2011/2012
Bayern Monachium - Chelsea Londyn 1:1 
(rzuty karne 3:4)

Czerwono i niebiesko na ulicach Monachium, w knajpach, barach, wszędzie. Piwo, kiełbaski, sznycle, precelki i wielkie nadzieje kibiców obydwu drużyn. W przypadku Bayernu - wiadomo - ostatnia szansa na zdobycie "jakiegokolwiek" trofeum w tym sezonie, po dwukrotnym upokorzeniu przez Borussię Dortmund na własnym ligowym podwórku. W przypadku Chelsea - niecierpliwe oczekiwanie na triumf w najważniejszej z lig, po latach inwestycji w londyńską drużynę przez Abramowicza. W kuluarach nie brakowało plotek o rzekomym braku zainteresowania właściciela Chelsea wygraną w monachijskim finale, co dałoby mu pretekst do zwolnenia di Matteo i zatrudnienia szkoleniowca "z nazwiskiem". Jak się później miało okazać, Włoch pretekstu zdołał nie dostarczyć.
Mecz nie stał na najwyższym poziomie biorąc pod uwagę rangę rozgrywek. Optyczną przewagę mieli gospodarze, ale głównie ze względu na egoistyczne zachowanie Robbena nie potrafili jej udokumentowac bramką. Gomez tego dnia nie istniał, z kolei powrót Schweinsteigera po kontuzji wydaje się usztywniać Kroosa, który w pojedynkę potrafi być o niebo bardziej kreatywny. W Chelsea niezmordowany Drogba wspierający kolegów w defensywie, tego wieczoru Chelsea musiała sobie poradzić bez takich asów jak Terry i Ramires. Muszę przyznać, że po raz kolejny zaimponował mi Lampard - przedostatnio po czerwonej kartce dla wspomnianego Terry'ego w półfinale z Barceloną - z kamienną twarzą przejął opaskę kapitana i iście po kapitańsku poprowadzil Chelsea na Camp Nou. Ostatnio - jako zdecydowany lider drużyny, która przyjechała na nieprzyjazny grunt zrealizować bardzo konkretny cel. Szkoda byłoby, jeśli Lampard zdecyduje się na odcinanie kuponów od sławy w lidze chińskiej, bo w takiej formie mógłby z powodzeniem cieszyć oko kibiców niejednego silnego klubie w Europie jeszcze przez kilka sezonów.
Jedno z licznych porzekadeł sportowych głosi, że "jak się chce zremisować, to się zwykle przegrywa". Bayern udowodnił, że jak się nie chce wygrać, no to trzeba koniecznie przegrać. Nie wygrali mimo: wyjścia na prowadzenie w końcówce meczu, karnego w dogrywce, no i wreszcie tego, ze Mata jako pierwszy pomylił się w rozstrzygającym konkursie rzutów karnych. Jest bezsporne, że Robben powinien zmienić klub. Co prawda niewykorzystane karne zdarzały się i będą sie zdarzać wielu piłkarskim sławom, ale "pudła" w tak decydujących momentach jak mecz z Borussią w Dortmundzie i miesiąc później w finale z Chelsea - to musi przelać czarę goryczy.
Po meczu czerwona trybuna opustoszała szybko, trudno sie dziwić. Horrorem okazało się dotarcie ze stadionu do hotelu - policyjna blokada dojazdów z autostrady skutecznie uniemożliwiła taksówkarzom żniwa, a tysiące bezradnych kibiców wtłoczyła do kolejki podmiejskiej fundując wątpliwej jakości frajdę podróżowania w ścisku w środku nocy. Można było odnieść wrażenie, że tzw. "niemiecka organizacja" to pusty frazes - zupełnie inaczej niż wagony podmiejskiej kolejki tamtej nocy.