Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Sochaux

29.04.2012 LIGUE 1 2011/2012
Sochaux - Bordeaux 0:3

Sochaux raźnym krokiem zmierza do II-giej ligi francuskiej, choć kandydatów do zmiany klasy rozgrywkowej na cztery kolejki przed końcem sezonu jest kilku. 
Bordeaux, zajmujące przed spotkaniem 8. lokatę w tabeli, czyli tuż za czołówką walczącą o udzial w rozgrywkach europejskich, nie pozostawiło nawet cienia złudzeń co do swojej wyższości w niedzielnym pojedynku. Fabryczna drużyna Peugeota zawiodła na całej linii i tak naprawdę jeszcze wyższej porażki nie poniosła z powodu miłosierdzia gości po społu ze zmęczeniem grą na mokrej nawierzchni oraz wyjątkowej nieudolności napastnika Bordeaux oznaczonego numerem 14. Diabate, bo o nim mowa, z niewiadomych przyczyn postanowił zostać napastnikiem mając 194 cm wzrostu oraz zwrotność słonia - praktycznie każde dojście do piłki w celu wykończenia akcji kolegów wykańczało publiczność - śmiechem. 
Nie jestem i nigdy nie byłem piewcą talentu Obraniaka, ale muszę przyznać, że facet na boisku widzi dużo, potrafi zarówno przyspieszyć jak i zwolnić tempo gry, dzięki czemu stał się jedną z pierwszoplanowych postaci zespołu zwłaszcza w drugiej odsłonie meczu, kiedy kapitan zespołu - Czech Jaroslav Plasil zdecydowanie częściej wykonywał zadania ofensywne. W Sochaux z powodu braku lidera aż oczy bolą patrzeć, a kolega oznaczony numerem 10 (Algierczyk Boudebouz) na "zobowiązującym" numerze poprzestał. Dwie czerwone kartki dobiły Sochaux, choć przyznam, że okoliczności pokazania drugiej z nich zupełnie mnie nie przekonały. Drugi z naszych zaimportowanych kadrowiczów, Perquis, leczy kontuzję i pewnie z trwogą przyglądał się poczynaniom kolegów. Na osłodę należy dodać, że na stadionie mimo mocno przeciętnej formy żółto-niebieskich pojawił się prawie komplet widzów, a organizacja meczu (bramki, wejście na sektory, gastronomia itp.) była wzorowa.
Przed meczem zwiedziliśmy sobie Muzeum Peugeota (2 km przed stadionem), spod którego nota bene ruszył na stadion klubowy autokar. Atrakcja ze wszech miar godna polecenia - zapewne mało kto wie, że oprócz samochodów firma miała w swojej stajni również: maszyny do szycia, pralki oraz radioodbiorniki. Wstęp wolny, można robić zdjęcia. Szkoda, że za chwalebną przeszłością fabryki nie nadąża sportowa teraźniejszość. 
C'est la vie...