Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

VfB Stuttgart

24.02.2018 1. BUNDESLIGA 2017/2018
VfB Stuttgart - Eintracht Frankfurt 1:0

24. kolejka 1. Bundesligi przywiodła na Mercedes Benz Arena drużynę Eintrachtu Frankfurt zajmującą aktualnie trzecią pozycję w tabeli. Na boisku nie było tego zupełnie widać, o wysokiej pozycji przyjezdnych dowiedziałem się z programu meczowego. Nie pojawił się niestety Kevin Prince Boateng, czyli najbardziej medialne nazwisko Eintrachtu. Szkoda, bo bardzo byliśmy ciekawi formy, jaką obecnie prezentuje były zawodnik m.in. AC Milan. Z kolei w drużynie VfB nie pojawił się po raz kolejny Marcin Kamiński - były gracz Lecha Poznań i reprezentacji Polski, co dość wyraźnie określa jego przyszłość w Sztutgarcie, a raczej jej brak.
Zdobyta w 13. minucie bramka w znacznym stopniu ustawiła dalszy przebieg meczu i ujawniła miałkość taktyczną obu zespołów. Sytuacji bramkowych jak na lekarstwo, a wyszkolenie techniczne zbyt często zastępowane bezmyślnymi, ostrymi wejściami w przeciwnika - wszystkie trzy żółte kartki zostały pokazane właśnie za bezmyślność.
Największe rozczarowanie to postawa Mario Gomeza. 32 lata to niby żaden wiek dla napastnika, ale były reprezentant Niemiec ma swoje najlepsze lata zdecydowanie za sobą i na występy w najwyższej klasie rozgrywkowej zwyczajnie nie zasługuje. Na Mercedes Benz Arena wrócił po dziesięciu latach i pewnie ten fakt tłumaczy jego miejsce w wyjściowej jedenastce. Spotkał się w niej z kolegą z Bayernu - Holgerem Badstuberem, który na swoje nieszczęście został przez trenera VfB obsadzony w roli Busquetsa, czyli defensywnego pomocnika wspierającego w miarę możliwości akcje ofensywne. O ile wspomniany Hiszpan jest w tej roli klasą samą dla siebie i wzorem dla wielu innych piłkarzy, o tyle na Badstubera w środku pola żal patrzeć. Zbyt słabe wyszkolenie techniczne oraz mała pomysłowość w grze powoduje, że chwilami wydaje się wręcz zagubiony. Gdy rozpoczęła się mozolna walka o dowiezienie zwycięstwa, został przesunięty na swoją normalną pozycję, czyli stopera - i wyraźnie odżył.
Biało-czerwonym misja się udała, a trzecie kolejne zwycięstwo odsunęło VfB od miejsca zagrożonego spadkiem o sześć punktów.
Po meczu przeszliśmy do umiejscowionego tuż obok stadionu hotelu Hilton Garden Inn. Hotel fajny, ale zawiodła nas na śniadaniu jajecznica z proszku. Nikt nie jest doskonały.

15.09.2012 1.BUNDESLIGA 2012/2013
VfB Stuttgart - Fortuna Duesseldorf 0:0

Z dużej chmury mały deszcz. Dla VfB ten mecz oznaczał przede wszystkim mozliwość rehabilitacji za porażkę 1:6 w poprzedniej kolejce w Monachium. Dla gości sobotni pojedynek nie miał szczególnego podtekstu – ot, przyjechali, bo taki jest terminarz. Spiker zawodów przypomniał przed pierwszym gwizdkiem sędziego, że w ostatnim spotkaniu obu zespołów w 1-szej Bundeslidze (sezon 1985/86 w Duesseldorfie) padł wynik 0:7, a strzelcem aż 5-ciu bramek był Juergen Klinsmann. Na nikim ta inofrmacja nie zrobiła większego wrażenia – skoro bramki strzelał Klinsmann, to musialo być dość dawno temu – powiedzenie o zeszłorocznym śniegu znają wszyscy. 

Brak Ibisevica w ataku (pauza za czerwoną kartkę otrzymaną we wpomnianym meczu z Bayernem) dała się Stuttgartowi we znaki bardzo mocno, nieporadność kolegów Bośniaka raziła. Na tym tle beniaminek z Duesseldorfu prawie że błyszczał, wspierany przez bardzo liczną i bardzo głośną grupę swoich sympatyków ulokowanych w narożnym sektorze stadionu. Bardzo przyzwoite spotkanie rozegrał Andrei Voronin, weteran boisk europejskich (w swoim cv ma m. in. Liverpool, Herthe Berlin i Dynamo Moskwa) - mimo swoich 33 lat imponował boiskowym sprytem i pomyslowymi zagraniami. Zupełnie zaslużenie pożegnała go burza braw w trakcie zmiany w końcówce spotkania. Zostałby nota bene stuprocentowym bohaterem, gdyby nie posłał piłki minimalnie nad bramką z bliskiej odległości po otrzymaniu dobrego dośrodkowania ze skrzydła.

Słaba gra VfB przez dłuższy czas uchodziła miejscowym płazem, ale cierpliwość też ma swoje granice: coraz częściej pojawiały się głosy zniechęcenia, a niektórym piłkarzom obrywalo sie po nazwisku, głównie Węgrowi Hajnalowi.

Duże wrażenie zrobila na mnie okołomeczowa logistyka. 55 tysięcy widzów bez najmniejszego problemu udało się po meczu S-Bahnem do centrum miasta, pełna kultura, pociągi podstawiane co kilka minut, zero walki na łokcie o wejście do wagonu. Nie dziwi więc stosunkowo duża liczba dzieci towarzyszących swoim dorosłym opiekunom w kibicowaniu ulubionej drużynie.