Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Valencia

20.03.2016 PRIMERA DIVISION 2015/2016
Valencia - Celta Vigo 0:2

Czarne chmury zebrały się pierwszy raz nad menedżerem Valencii po porażce 0:7 z Barceloną w Copa del Rey na początku lutego. Wkrótce potem Anglikowi trafiło się ziarno, niczym przysłowiowej ślepej kurze – dwa tygodnie później Nietoperze pokonały u siebie 6:0 Rapid Wiedeń w Lidze Europy i egzekucja uległa odroczeniu, tym bardziej, że drużynę austriacką udało się Valencii pokonać również na wyjeździe – i również wysoko (4:0). Jednak seria porażek ligowych ponownie podważyła zaufanie kibiców Valencii do swojej ukochanej drużyny, a zwłaszcza do jej opiekuna.
Mecz z Celta Vigo wydawał się dla Gary’ego Neville’a idealną okazją do podreperowania nadszarpniętego wizerunku. W końcu to nie Real, ani Barcelona, choć z drugiej strony – całkiem wymagający przeciwnik, w dalszym ciągu zachowujący szanse na występy w Lidze Europy, a nawet w eliminacjach do elitarnej Ligi Mistrzów.
Gospodarze rozpoczęli mecz z werwą i zaangażowaniem, ku wyraźnej satysfakcji spragnionej choćby niewielkiego sukcesu publiczności. Szybko jednak w szeregi Nietoperzy wdarł się chaos, a pokrzykiwanie Neville'a w kierunku swoich zawodników wyglądało najpierw frustrująco, a potem zabawnie – żaden z graczy nie wydawał się rozumieć poleceń Anglika i zdaje się, ze wcale nie chodziło o tzw. barierę językową. Tak na oko (siedziałem kilka metrów od ławki rezerwowych Valencii) przekaz niewerbalny Neville’a był co najmniej niespójny.
Bezbramkowy stan meczu po pierwszej połowie jeszcze nie zwiastował końcowej tragedii dla miejscowych, a z taką mieliśmy niewątpliwie do czynienia w ostatnich dziesięciu minutach pojedynku. Niedługo po przerwie Neville dokonał kuriozalnych zmian: najpierw jednego obrońcę zastapił inny obrońca, by w 79. minucie zdjąć z boiska kapitana, a jednocześnie jedynego rasowego napastnika Velencii, Paco Alcacera. Ta decyzja zemściła się prawie natychmiast: jeszcze w tej samej minucie goście zdobyli pierwszą bramkę po wzorowo przeprowadzonej kontrze. Cztery minuty później było 0:2, po tym jak Hugo Mallo wręcz ośmieszył obrońców i bramkarza gospodarzy solowa akcja po prawym skrzydle.
Gdyby nie nonszalancja i brak dokladności, Celta mogłaby dołożyć kolejne 2-3 bramki, ale spoczęła na laurach, skupiając się na utrzymaniu wyniku i oszczędzaniu sił przed kolejnymi meczami w Primera Division. Nietrudno domyślić się reakcji fanów Valencii – w kierunku Neville’a, jak i siedzącego na trybunie VIPowskiej singapurskiego właściciela klubu, Petera Lima, popłynęły strumienie obelg, a sądząc po mowie ciała – również gróźb karalnych. Trudno się dziwić – tęsknota do minionej sławy jest wielka, a póki co efekty zmian właścicielskich – mizerne. Na następców Mario Kempesa czy Gaizki Mendietty trzeba będzie jeszcze poczekać i wiele wskazuje na to, że będzie to czas liczony raczej w latach, niż tygodniach czy miesiącach.