Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

AS Varese

14.09.2013 SERIE B 2013/2014
AS Varese - Pescara 3:2

Stadion im. Franco Ossoli (pierwotnie nazywany Estadio del Littorio) zostal zbudowany w 1925 roku i sila rzeczy nie przypomina bardziej wspolczesnych obiektow pilkarskich. Ma dzieki temu w sobie cos unikalnego, te specjalna atmosfere, dzieki ktorej ktos, kto jest tu pierwszy raz czuje sie jak na innej planecie.
Grafitti na murach otaczajacych stadion momentalnie przykuwa uwage: ilosc i jakosc niezbicie dowodza pasji, ktora towarzyszyla artystom - tworcom grafitti. Starzy i mlodzi, dziewczyny i chlopcy - wszyscy przyszli w sobotnie popoludnie zobaczyc porywajace widowisko i sie nie zawiedli - kazda minuta meczu byla nacechowana emocjami i dramaturgia (szczegolnie ostatnie 15 mminut), ktorymi mozna by smialo obdzielic kilka innych meczow.
Pierwsza okazje bramkowa czerwono-biali stworzyli juz w 3. minucie i tylko instyktowna obrona Pelizzoliego uchronila gosci od utraty gola. Napor Varese rosl a pomocnicy Pescary stawali co i rusz przed nowymi wyzwaniami. Trzeba przyznac, ze radzili sobie coraz lepiej a 25-letni Dunczyk Lund Nielsen umiejetnie kontrolowal tempo gry unikajac reakcji na niejednokrotnie prowokacyjne zachowania obroncow Varese. Ta konsekwencja taktyczna oplacila sie stosunkowo szybko - Pescara objela prowadzenie dzieki bramce zdobytej przez Maniero w 12. minucie. Z gospodarzy zeszlo na chwile powietrze, jednakze niesieni przez doping z trybun zdolali jeszcze przed przerwa doprowadzic do wyrownania, pozostawiajac koncowy wynik sprawa absolutnie otwarta.
Determinacja czerwono-bialych rosla z kazda minuta a bramka zdobyta w 62. minucie wydawala sie byc jedna z jeszcze wielu do zdobycia w meczu. Kilka zaprzepaszczonych okazji do podwyzszenia wyniku musialo kosztowac trenera gospodarzy, Sottiliego, sporo nerwow tym bardziej, ze agresja na boisku zaczela sie stawac coraz bardziej niebezpieczna. Pojazdy pierwszej pomocy lekarskiej wjezdzaly na murawe dwukrotnie, a obronca Pescary Cosic musial do konca spotkania nosic na glowie siatke podtrzymujaca opatrunek - wygladal jakby przed chwila napadl na bank. Kiedy Viviani wyrownal na 2:2 bezposrednio z rzutu wolnego (bramka przepieknej urody) mozna bylo odniesc wrazenie, ze oto wynik spotkania zostal ustalony. Nic bardziej mylnego. Varese odzyskalo prowadzenie po jednym z kontratakow, a obie druzyny mogly zdobyc jeszcze po kilka bramek - sedzia techniczny doliczyl az 5 minut dodatkowego czasu gry. Emocje na calym stadionie zaczely siegac zenitu. Wreszcie rozbrzmial koncowy gwizdek, po ktorym fani miejscowych i sami pilkarze dali upust swojej radosci, a zawodnicy Pescary udali sie w strone sektora zajmowanego przez swoich sympatykow, ktorzy dziekowali swym pupilom za ambitna postawe dobrych kilka minut. Miec takich kibicow to rzecz bezcenna - musieli pokonac ponad 600 km w drodze na mecz w Varese. Szacunek!