Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Wigan Athletic

01.02.2014 CHAMPIONSHIP 2013/2014
Wigan Athletic - Charlton 2:1

Na DW Stadium wiało, jak nie przymierzając na Kolporter Arena. Zanim zajęliśmy swoje miejsca, odwiedziliśmy coś w rodzaju pubu pod trybuną – przed meczem w zasadzie zarezerwowanego dla kibiców drużyny gości, ale nas w drodze wyjątku też wpuszczono – najwyraźniej nie wyglądaliśmy na chuliganów zdeterminowanych do zmiany wystroju wnętrza lokalu. Wykorzystaliśmy okazję, aby zobaczyć na dużym ekranie spore fragmenty meczu Premier League West Ham – Swansea, a trafiliśmy akurat na moment, w którym Carroll został wyrzucony z boiska za rzekomo celowe uderzenie przeciwnika w głowę. Powtórki pokazały, że Colin Webb (skąd inąd sędzia dobrze znany polskim kibicom) dał się nabrać na aktorskie zdolności Chico, który, muśnięty w swój kucyk, padł na murawę niczym rażony serią z karabinu maszynowego.
Gospodarze stracili bramkę po prostym błędzie obrońcy już w trzeciej minucie spotkania i z mozołem godnym podziwu odrabiali stratę przez cały mecz, przy fatalnych warunkach pogodowych – przez większość spotkania padał ulewny, zacinany wiatrem deszcz. Upór Wigan się opłacił: wyrównanie padło w 88. minucie po strzale niechcianego w WBA Fortune’a, a w doliczonym czasie gry bramkę z rzutu wolnego sprytnym strzałem zdobył wprowadzony w drugiej połowie Hiszpan Jordi Gomez. Ku mojemu zdziwieniu, żywo jak dotąd reagujący na wydarzenia boiskowe trener Wigan zachował stoicki spokój i zamiast dołączyć do tańca radości swoich zawodników, dość obojętnie spoglądał w stronę boiska siedząc sobie na bandzie tuż obok ławki rezerwowych. Albo wyczerpały go emocje, albo po prostu był pewien, że padnie w końcu zwycięska bramka.
Trzy dni przed meczem Charlton zakupił z drugiej ligi holenderskiej dwudziestoletniego Piotra Parzyszka, który w udzielonych wywiadach z niezachwianą pewnością twierdzi, że dla niego to zdecydowany krok naprzód w karierze. Niestety, zanosi się na to, że jego nowy klub wykona krok w tył, bo spadek do trzeciej klasy rozgrywkowej jest całkiem realny. A stamtąd droga do Premier League, bo chyba taki plan ma urodzony w Toruniu młokos, może się okazać sporo dłuższa, jeśli w ogóle możliwa.