Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

FC Winterthur

03.08.2013 CHALLENGE LEAGUE 2013/2014
FC Winterthur - FC Locarno 3:2

Do tej pory kupowalem bilety na mecze lig szwajcarskich przez internet – wiekszosc klubow korzysta z serwisu ticketcorner.ch. Na stronie FC Winterthur takiej opcji nie znalazlem, a poprzez Facebooka klub poinformowal mnie, ze bilety sa w sprzedazy tylko bezposrednio na stadionie. Okazalo sie to korzystnym rozwiazaniem – w ramach promocji „rodzinnej” (na mecz przyszedlem z nieletnim synem) udzielono nam 15 CHF upustu (czyli ponad 30%!) na bilety na trybune glowna.
Duzy parking tuz obok stadionu pozwolil na spokojne zaparkowanie samochodu, po przejsciu przez bramke (wygladalismy na tyle niewinnie, ze obylo sie bez obmacywania) mielismy natychmiast do dyspozycji kilka punktow obslugi: jedna z drewnianych budek proponowala dania miesne, reklamujac zalety tychze za pomoca odpowiedniego napisu nad okienkiem („Fleisch gibt Kraft”), inna oferowala pamiatki klubowe, ale cieszyla sie o wiele mniejsza popularnoscia – widocznie wiekszosc z fanow jest juz nalezycie wyposazona w czapeczki, szaliki, znaczki i inne podobne akcesoria. W trzeciej budce serwowano napoje, ktorych asortyment uzupelnial pub nieopodal – oprocz wszelakiej masci napojow i snackow nabywanych w okienku mozna bylo wejsc do srodka i podziwiac kolekcje pamiatkowych zdjec, pucharow, medali i koszulek, z pewnoscia przesiaknietych zarowno wspomnieniami jak i potem ofiarodawcow. Mozna odniesc wrazenie, ze kibicow FCW lacza specjalne wiezi z fanami FC Sankt Pauli, wskazywalo na to kilka pamiatek opatrzonych stosownymi tekstami.
Na trybunie tuz obok nas zasiadly dwie nobliwie wygladajace panie, ktorych wiek wskazywal na to, ze mogly byc babciami niejednego z zawodnikow. Sklonilo nas to do refleksji, ze nigdy wczesniej nie spotkalismy na stadionie pilkarskim tej grupy wiekowej wsrod pan – to dobrze, ze futbol w Szwajcarii to hobby wielopokoleniowe.
Golym okiem widac, ze druzyna przyjezdnych nie jest tuzem Challenge League – na mecz do Winterthuru przyjechala autokarem wynajetym, bez zadnych emblematow klubowych.
Po pierwszym gwizdku sedziego gospodarze ostro ruszyli do przodu i juz po 12-tu minutach zrobilo sie 2:0, co tylko zaoostrzylo apetyty zgromadzonej publicznosci na wysoki wynik bramkowy. Locarno wygladalo dosc bezradnie, a oznaczony numerem „10” (no bo jakze inaczej) kapitan i jednoczesnie glowny rozgrywajacy druzyny w irytujacy sposob te bezradnosc poglebial, wprowadzajac swoja nonszalancja w grze, a zwlaszcza jej notorycznym opoznianiem, chaos w szeregach niebiesko-czerwonych. To jednak jego podanie w 25. minucie otworzylo droge do zbobycia bramki kontaktowej. Z gosci uszlo powietrze i rozpoczelo sie oczekiwanie na przerwe, w trakcie ktorej moja uwage przykul stadionowy zegar – obslugiwany elektronicznie za pomoca oddelegowanego pracownika klubu. Prawdopodobnie gdyby nie reumatyzm, rzeczony jegomosc pokazywalby rowniez uplyw sekund. Rowniez w przerwie do punktow gastronomicznych udalo sie miedzy innymi kilka atrakcyjnie wygladajacych przedstawicielek plci pieknej, co nie uszlo uwadze porzadkowych (patrz zdjecie ponizej).
Po wznowieniu gry obydwie druzyny poszly na wymiane ciosow, co zaowocowalo licznymi sytuacjami bramkowymi, z ktorych wykorzystane zostaly dwie – po jednej dla kazdej z druzyn. Trudno sie bylo oprzec wrazeniu, ze uplywajacy czas wplywa korzystnie na postawe Locarno, ktore bylo o wlos wywiezienia z Winterthuru jednego punktu.
Gospodarze wydaja sie dysponowac calkiem solidnym skladem, ktory moze powalczyc o awans do najwyzszej klasy rozgrywkowej. Taki obrot sprawy moze byc krytyczny dla ewentualnej inwestycji w zegar nowszej generacji – ku uciesze wpomnianego „elektronika” (lub wrecz przeciwnie, jesli zostanie zwolniony).