Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Śląsk Wrocław

27.09.2015 EKSTRAKLASA 2015/2016
Śląsk Wrocław - Piast Gliwice 1:2

Piątkowy wieczór, ciepło, mecz z aktualnym liderem rozgrywek, nowoczesny stadion w jednym z najdynamiczniej rozwijających się polskich miast - a na trybunach zasiada garstka widzów, w tym wpuszczona za darmo młodzież szkolna. Coś tu jest postawione na głowie.
Piast wyszedł na boisko z wyraźnym zamiarem zgarnięcia całej puli. "Czesko-słowacko-słoweński gang Radka Latala" od początku sprawiał wrażenie bardzo dobrze poukładanego, z czytelnie rozdzielonymi zadaniami wśród zawodników. Niemałymi zdolnościami reżyserskimi wyróżniało się dwóch: rodak trenera Vacek oraz 21-letni kapitan przyjezdnych - Murawski. Śląsk na tym tle wyglądał dość nieporadnie, a ilość niecelnych podań raziła w sposób wyjątkowo jaskrawy. W zasadzie wyrównująca bramka to jedyna dobra rzecz, która tego wieczoru przydarzyła się wrocławianom. Nawet niezwykle doświadczony Pawełek popełniał w bramce błędy, które rzadko przytrafiają się co mniej zdolnym juniorom. Lansujący się na wybitnego trenera Taduesz Pawłowski prawdopodobnie straci wkrótce posadę, bo zmienić trenera jest najłatwiej, ale zdaje się, że nie tu tkwi problem. Teoretycznie znane nazwiska nie potrafią się ze sobą porozumieć na boisku i aż prosi się o wpuszczenie polskiej młodzieży, której prawdopodobnie będzie się chciało grać o wiele bardziej.
Zaliczając jakość stadionowego cateringu do wyniku meczu, można pokusić się o stwierdzenie, że padł remis.

05.10.2013 EKSTRAKLASA 2013/2014
Śląsk Wrocław - Zagłębie Lubin 2:0

Właściwie nie wiadomo, dlaczego zwycięzcą tego "meczu podwyższonego ryzyka" został Śląsk. Pod względem czysto sportowym goście w niczym wrocławianom nie ustępowali, a końcowy rezultat mógł być zupełnie inny, gdyby skutecznie wykończyli choćby jedną z akcji w końcówce pierwszej połowy. Kapitalny moim zdaniem mecz rozegrał Pavel Vidanov, którego szarże prawą stroną boiska stwarzały największe zagrożenie dla bramki strzeżonej przez Gikiewicza. Szkoda, że nie mamy w lidze więcej tak dynamicznych i zawziętych obrońców jak Bułgar, który dodatkowo mówi nieźle po polsku (w końcu gra w Zagłębiu już trzeci sezon).
Argumenty piłkarskie Śląska tamtego wieczoru to wyjątkowo słaby Mila, który powinien być zmieniony najpóźniej w przerwie spotkania, rażąco nieporadny Kaźmierczak, niby-napastnik Patejuk oraz irytujący wiecznymi "kółeczkami" Paixao. Na tym dość mizernie wyglądającym tle, przyzwoicie zaprezentowali się obrońcy gospodarzy, zwłaszcza swobodnie operujący piłką Ostrowski (szkoda, ze ma juź 31 lat, a wcześniej zmarnował kilka lat kariery niepotrzebnymi transferami do Legii, a potem do Widzewa) oraz zdecydowany w zagraniach Pawelec. Okazuje się, że to wystarczy, żeby pokonać nieźle poukładaną drużynę Zagłębia, nota bedne pierwszy raz prowadzoną przez Oresta Lenczyka.
O wiele ciekawiej wypadły zawody w tzw. oprawie meczowej - wygrali je zdecydowanie miejscowi kibice, co zresztą widać na zdjęciach. Niemniej Miedziowi też wypadli w tej konkurencji całkiem nieźle, przede wszystkim stawiając się na Stadionie Miejskim liczną, zwartą kolorystycznie grupą, dysponującą flagami oraz (no bo jakże inaczej) racami, które odpalono w drugiej części spotkania. O animozjach między kibicami obydwu klubów powszechnie wiadomo, tym bardziej więc dziwił brak oznak wzajemnej wrogości przez większą część spotkania. Niestety, tradycji w końcu stało się zadość i obydwie strony przesłaly sobie sobie wiele wyrazów "serdeczności".
Kilka dni po meczu doszło do ważnych rozstrzygnięć w sprawie struktury własnościowej wrocławskiego klubu - to jeden z paradoksów polskiego futbolu, że klubowi, który stawał na pudle po trzech ostatnich sezonach (w tym Mistrzostwo Polski wywalczone w 2012 roku) permanentnie groziło bankrutcwo, a wszyscy odetchnęli, gdy tzw. sponsor klubu zabrał zabawki z piaskownicy, godząc się na odsprzedaż swoich udziałów miastu. Biez wodki nie razbieriosz.

26.02.2012 EKSTRAKLASA 2011/2012

Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 0:4


Sam mecz prawie bez historii - Legia dość nieoczekiwanie rozjechała Śląsk niczym buldożer. Tym większy szacunek należy się wrocławskim kibicom, którzy bez przerwy dopingowali swój zespół, a po meczu zostali na trybunie, żeby pożegnać się z zawodnikami. Coś zupełnie niebywałego, dla takich ludzi warto grać i zostawić kawałek zdrowia na boisku.

Przyznam, że nie bardzo rozumiem wątek związany z "Wyklętą Armią" (patrz zdjęcie), ale w sumie to mój problem. Inna sprawa, że rozwinięcie flagi zapachniało rzadko spotykanym na obiektach sportowych patosem. Chyba że jestem przewrażliwiony.

Porażka w meczu na szczycie znacznie zmiejszyła szanse wrocławian na tytuł mistrzowski i ustawiła Legię na "pool position" na koniec sezonu. Trzeba przyznać, że zupełnie zasłużenie.