Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Wrocław - Stadion Miejski

16.10.2012 Mecz Towarzyski
Brazylia - Japonia 4:0

Parę dni przed meczem we Wrocławiu Japończycy pokonali w innym spotkaniu towarzyskim w Paryżu Francję. W związku z czym do Polski przyjechali w dobrych nastrojach, choć żadnych buńczucznych zapowiedzi nie słyszałem. Z kolei Brazylijczycy narzekali na niską temperaturę, a pytani o Polaków szczerze twierdzili, że żadnego nazwiska podać nie potrafią, dodając dyplomatycznie, że "szanują futbol każdego kraju".
Szacunek szacunkiem, ale po przybyszach z Kraju Kwitnącej Wiśni canarinhos przejechali się rytmicznie, bez szczególnego napinania się - dość powiedzieć, że jak na tournee towarzyskie pojawiło się w składzie Brazylii dużo znanych nazwisk - Ramires, David Luiz, Kaka, Hulk, Neymar. Ten ostatni wprowadził wielu kibiców w błąd ugrzeczniając swoją fryzurę - do tej pory w przekazach TV łatwo można go było rozpoznać po "irokezie" na głowie. Podobno z transferem do Europy są jeszcze jakieś pierepałki (Santos chce od Barcelony więcej niż w umowie, czy coś), ale trzeba przyznać, że smykałkę do piłki chłopak ma i jeżeli mu nie odbije, wkrótce na boiskach europejskich pojawi się talent godny rywalizacji z Messim. W tym miejscu powinienem dodać "oraz z Ronaldo", ale tego nie zrobię, bo nażelowanej i wytapirowanej Krysi po prostu nie lubię. Krysia zresztą sobie nic z tego nie robi, bo z doprawdy rozbrajającą szczerością udzieliła wypowiedzi w rodzaju: "Jestem przystojny, bogaty i bardzo dobrze gram w piłkę, więc większość ludzi mnie nienawidzi".
Japończycy się starali, ale - with all the respect - mimo znacznego postępu w jakości gry, na Brazylię, nawet grającą treningowo, papierów jeszcze nie mają. Jeszcze nie, bo ilość zawodników ze znanymi nazwiskami rośnie bardzo szybko i pewnie za niedługo z Japonią będą się musieli liczyć najsilniejsi. Nawet z dzisiejszej perspektywy postęp widać gołym okiem - my sikamy ze szczęścia, że mamy dortmundzką trójkę, a dla Japończyków ten etap to już historia - Shinji Kagawa gra w Manchesterze United, a Lewandowski jest podobno na liście życzeń tego klubu. Z akcentem na "podobno".

16.06.2012 MISTRZOSTWA EUROPY 2012
Polska - Czechy 0:1

Balon nadziei, oczekiwań, a nawet żądań ("Tylko zwycięstwo, Polacy tylko zwycięstwo") w końcu pękł. Podobno pierwsza połowa dawała nadzieję na dostarczenie zamówienia złożonego na ręce Reprezentacji Polski przez Naród. Z akcentem na "podobno", bo ja osobiście nie widziałem niczego, co mogło by udawać tzw. światełko w tunelu. Wyliczanie zawodników defensywnych w meczu, który trzeba było wygrać, nie ma nawet większego sensu, bo o żadnej taktyce trudno coś uczciwie powiedzieć. Czesi, grając bez swojego reżysera Rosickego, pokazali nam na czym polega gra w piłkę w taki sposób, żeby osiągać zamierzone cele. Nasze orły nie mają reżysera. Ba, nawet kogoś, kto mógłby udawać krzesełko reżysera. Nie mają też kapitana z prawdziwego zdarzenia, bo opaska na ręce to zdecydowanie za mało. Obraz nędzy i rozpaczy dość dobitnie podsumowuje jedna ze zmian dokonanych przez Smudę w końcówce spotkania: na boisko wszedł postrach boisk europejskich i nie tylko: Paweł Brożek. Może chodziło o rozluźnienie szyków obronnych Czechów poprzez ich rozśmieszenie?
Wspaniała atmosfera na godnym rangi imprezy stadionie to zdecydowanie największy, ale i niestety jedyny plus widowiska tamtego sobotniego wieczoru.
Ponieważ balon pękł, wydobywające się z niego powietrze rozniosło nieprzyjemne zapachy tuż po meczu: kapitan biało-czerwonych, zamiast grzecznie przeprosić kibiców i podziękować za doping, wskazał bezposrednią przyczynę porażki, a mianowicie brak odpowiedniej ilości biletów dla rodzin, sąsiadów i dalszych znajomych naszych reprezentantów. Wił się potem Jakub "W Pewnym Sensie" Błaszczykowski przed Moniką Olejnik, plotąc w kółko o tym, że "jest już pięć lat poza Polską" oraz że "pewnych rzeczy jest już nauczony" oznaczając przy tym każde zdanie obowiązkowym "aczkolwiek", "w mojej opinii", "tak jak mówiłem" oraz królującym "w pewnym sensie". Ciężko było, ale wysłuchałem całości rozmowy. "Przepraszam" nie padło, ale przynajmniej Pani Redaktor wdzięczyła się niemiłosiernie, a nawet założyła na oczach całej Polski Jakubową koszulkę reprezentacyjną, w której był uprzejmy strzelić rzeczywiście piękną bramkę drużynie Rosji.
Pożar w burdelu w czasie powodzi jeszcze przed nami: już we wrześniu ruszają eliminacje do MŚ'14 w Brazylii, dopiero w październiku wybory nowych władz PZPN (Lato póki co pokazał mediom dyskretnie ale i konkretnie środkowy paluch w sprawie swojej rezygnacji z prezesury), karuzela spekulacji co do ewentualnych następców Smudy ruszyła: od tymczasowego Majewskiego (Panie, zmiłuj się!) poprzez Engela, który "i tak pracuje na etacie w PZPN" (Matko Boska!), aż do Probierza ("za hardy"). Żegnaj Euro, witaj dniu powszedni!