Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Athletic Club Bilbao

01.12.2013 PRIMERA DIVISION 2013/2014
Athletic Bilbao - Barcelona 1:0

Na San Mames Barria stawił się komplet publiczności. Nic dziwnego, Barca jest wciąż dużym magnesem dla wielbicieli futbolu, a poza tym w niedzielny wieczór spotkały się w meczu ligi hiszpańskiej dwa nie-hiszpańskie zespoły, dając widowisku dodatkowy smaczek. Chętnych do przyjścia na stadion byłoby pewnie więcej, ale czwarta trybuna jest dopiero w budowie.
Barcelona bez swojego Króla Futbolu, ale to w zasadzie jedyne, choć znaczne, osłabienie. Po pierwszym gwizdku sędziego prym wiedli zdecydowanie goście, zmuszając Athletic do bezproduktywnego biegania. Zachodziło nawet podejrzenie, że to celowa taktyka Barcy, obliczona na zmęczenie przeciwnika celem zadania śmiertelnych ciosów w końcówce spotkania. Nic z tych rzeczy: gospodarze coraz częściej zaczęli dochodzić do głosu, by wreszcie zacząć grać jak równy z równym – w końcu zajmowali do tej pory wysokie, 5. miejsce w tabeli Primera Division.
Czy ktoś lubi Barcelonę, czy nie – patrzenie na grę tego zespołu to prawdziwa frajda: sposób operowania piłką, balans ciałem, seryjne podania z pierwszej piłki – to dla siermiężnego futbolu znad Wisły wzorzec niedościgniony. Athletic przeciwstawił tej wirtuozerii niesłychaną wolę walki, popartą niezłym wyszkoleniem technicznym i bardzo dobrą organizacją gry – każdy dokładnie wiedział, co ma robić na boisku i w jaki sposób asekurować partnerów. Jak się ma na przeciwko siebie kogoś takiego jak Xavi i Iniesta, należy być przygotowanym na wszystko w każdej chwili. Ku naszemu zaskoczeniu żadnego z sektorów nie zajęli miejscowi ultrasi, drużynę wspierają wszyscy widzowie, wśród których wyróżniają się panowie w wieku dojrzałym, żywo gestykulujący i komentujący każdą akcję. Pierwsza połowa nie przyniosła bramek, ale na trybunach apetyty na końcowy sukces wzrosły, pewnie dlatego, że o dominacji przyjezdnych nie było mowy.
Biało-czerwoni wyszli na drugą odsłonę jeszcze bardziej zdeterminowani, a każda dynamiczna akcja utwierdzała ich w przekonaniu, że powiedzenie o przenoszeniu gór to nie tylko eufemizm. Gra się zaostrzyła, sędzia pokazał sporo żółtych kartek, ale brutalnych wejść nie było. Aż w końcu upór przyniósł owoce: w 70. minucie do podania ze skrzydła doszedł Muniain i umieścił piłkę w siatce. Na stadionie zapanowała euforia, która za chwilę mogła przerodzić się w amok, gdyby Mikel Rico nie trafił strzałem z głowy prosto w Pinto. Riposta trenera Katalończykow była co najmniej zaskakująca: z boiska zdjął najpierw Xaviego, a parę minut później Iniestę. Ich zmiennicy (Sergi Roberto i Pedro) okazali się zbyt małym kalibrem na bardzo dobrze dysponowanych gospodarzy, którzy dodatkowo wykonali genialne posunięcie: po zdobyciu bramki nie cofnęli się nawet o metr, szukając dalszych okazji do podwyższenia wyniku, trzymając w ten sposób Barcę na dystans, używając terminologii bokserskiej.
Doliczone 3 minuty to praktycznie jeden wielki gwizd, wywierający presję na sędziego, aby zakończył pojedynek. Pierwsza porażka Katalończykow w sezonie stała się faktem, Athletic przesunął sie na 4. miejsce w tabeli, a uradowana publiczność ruszyła w miasto, żeby poświętować wiktorię w licznych pubach, restauracjach i innych podobnych przybytkach. Wszak 23-cia w Hiszpanii (pardon, w Baskonii) to tzw. młoda godzina.