Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Kairat Almaty

21.09.2016 KAZAKHSTAN CUP 2016/2017
Kairat Almaty - Atyrau 1:0

Wizyta na stadionie Ortaliq nie była moją pierwszą. W trakcie jednej z poprzednich wizyt w Ałma-acie zdarzyło mi się być w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu – zapamiętałem rzeźby spod bramy głównej, jako żywo przypominające parę Mosfilmu – radzieckiego giganta filmowego z dawnym czasów.
Moi koledzy (lokalsi) zadbali o bardzo dobre miejsca, dodatkowo wzmocniliśmy naszą identyfikację z Kairatem poprzez zakup czapeczek z logo klubu. Oprócz tego indywidualnie zaopatrzyłem się w żółtego T-shirta z napisem “Yellow Army”, tak więc nikt na stadionie nie mógł mieć wątpliwości, której drużynie kibicuję.
Publiczność przed rozpoczęciem spotkania rozgrzewał klubowy wodzirej, którego strój to flagowy przykład tzw. dyskretnej elegancji: garnitur, biała koszula, krawat oraz... buty na gołe stopy. Miało być światowo, wyszło trochę pszennie i buraczano – ale co tam – ważne, że wodzirej dysponował energią oraz donośnym głosem wzmocnionym mikrofonem.
Przed meczem nie przejrzałem składów żadnej z drużyn, więc spotkała mnie niespodzianka, a konkretnie cztery – personalne. W drużynie gospodarzy zobaczyłem Andrieja Arszawina (kiedyś Arsenal), Anatolija Tymoszczuka (kiedyś Bayern Monachium) oraz kapitana zespołu jak i reprezentacji Kazachstanu – Bauyrzhana Islamkhana – skądinąd słynnego z epizodu z Kamilem Glikiem, który “uzdrowił” Kazacha dotknięciem buta (memy i filmiki dostępne w internecie, patrz “Kamil Glik Yellow Carded After Miraculous On-Field Throat Healing”). Oprócz tego w drużynie przyjezdnych wykryłem Przemysława Trytko (przyznaję, dopiero w momencie zmiany, czyli w 58. minucie), który ma za sobą występy w kilku drużynach polskiej ekstraklasy, a nawet bundesligi (Energie Cottbus, stare dzieje, ponad 10 lat temu).
Jak na półfinal krajowego pucharu przystało, przed meczem odegrano hymn Kazachstanu, dzięki czemu na trybunach zapanował nastrój jeszcze bardziej odświętny. Tłumów nie było, ale i tak przyszli kibice z chorągiewkami, trąbkami oraz bębenkami. Największy szacun należy się jednak kibicom przyjezdnym: Atyrau leży nad Morzem Kaspijskim, ponad trzy tysiące kilometrów od Ałma-aty. To się nazywa przywiązanie do klubu…
Mecz porywający nie był, bo Kairat praktycznie przez cały czas okupował bliższe i dalsze okolice bramki gości. Nic jednak z tej okupacji nie wynikało, a nieporadność Arszawina zaczęła razić do tego stopnia, że wszyscy spodziewali się zmiany, tym bardziej, że facet skończył 35 lat i widać gołym okiem, że bieganie za piłką nie sprawia mu już takiej frajdy jak kiedyś. Bardzo poprawnie, wręcz po profesorsku, zagrał Tymoszczuk, na którego po meczu najbardziej czekali łowcy autografów oraz self-foci.Upór się opłacil, wymęczone 1:0 poszło w świat i juz 5-go listopada okaże się, czy jednobramkowa zaliczka wystarczy, żeby Kairat zagrał w finale krajowego Pucharu. Niech wygra lepszy!