Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Lwów - Arena Lviv

17.06.2012 MISTRZOSTWA EUROPY 2012
Niemcy-Dania 2:1

Nie lubię patosu, ale o Lwowie, jak mało o którym innym mieście na Wschodzie można z ręką na sercu i najprościej powiedzieć: przepiękne miasto. A będąc Polakiem można być dumnym, że nasi przodkowie w znacznym stopniu przyczynili się do zbudowania i późniejszego rozwoju tej metropolii.
Starówka ze swoim Rynkiem to zdecydowanie perełki Lwowa, oprócz tego mnóstwo świątyń różnych wyznań, muzea, Cmentarz Łyczakowski, zamek, wymieniać można by jeszcze długo. Zapytana o drogę pani w średnim wieku zaczęła nam opowiadać o mieście z takim znawstwem, że aż spytałem wprost, czy przypadkiem nie natknęliśmy się na przewodnika lub przynajmniej historyka sztuki. "Ja po prostu kocham swoje miasto, dlatego wiem o nim wszystko" opowiedziała ze swoim śpiewnym akcentem Polka - mieszkanka Lwowa.  Miasto na turnieju Euro już zyskało sporo - nowoczesna hala lotniska co prawda świeci jeszcze pustkami, ale niebawem wrócą tu ci, którzy przyjechali przy okazji imprezy piłkarskiej oraz ci, którym piłkarscy kibice o Lwowie opowiedzą - prawdopodobnie same dobre rzeczy. Wspomniane zabytki, całkiem przyzwoita baza gastronomiczno-noclegowa a do tego gościnność tutejszych mieszkańców to atuty, dzięki którym przyszłość miasta wygląda nad wyraz optymistycznie.
Do stadionu od taksówki należało jeszcze parę dobrych kilometrów przejść na piechotę - dystans dał się bardziej we znaki po zakończeniu meczu. Ze sportowego punktu widzenia mecz miał dość dziwny przebieg, po wyrównującej bramce Duńczycy o dziwo stanęli, jak gdyby remis dawał im awans do ćwierćfinału. Nie na Niemców takie numery - na wsiakij słuczaj zdobyli drugą bramkę i do końca spotkania kontrolowali w pełni przebieg gry. Piłkarzem meczu został Podolski, pewnie dzięki zdobyciu pierwszej bramki, bo facet moim zdaniem na tych mistrzostwach pokazał mało lub nic, choć ma na karku zaledwie 26 lat. Jeśli szybko nie dojdzie do siebie w Arsenalu, będziemy słyszeć o Poldim, jego Babci oraz tym, że się urodził w Gliwicach (żadna wzmianka w polskich mediach nie przepuści tego elementu cv Podolskiego) coraz rzadziej. W tym sezonie Bundesligi obserwowałem go wyjątkowo uważnie, raz na żywo (FC Koeln-Hertha, do wglądu) i z przykrością stwierdzam, że naszemu rodakowi z niemieckim paszportem potrzebny jest przełom, a przede wszystkim skupienie na grze zamiast na konwersacjach z sędziami czy sztorcowaniu Peszki - to ostatnie akurat ustało automatycznie, po tym jak naszemu procentowemu skrzydłowemu skończył się kontrakt z kolońskim zespołem.
Po przegranej Duńczycy zachowywali się zupełnie spokojnie i bez widocznej żałoby na twarzach grzecznie udali się w kierunku podstawionych autobusów, które dość sprawnie dowiozły wszystkich do centrum Lwowa. Zero narzekań czy agresji. Wiadomo - skandynawski, chłodny chów.