Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

Manchester City

03.02.2014 PREMIER LEAGUE 2013/2014
Manchester City - Chelsea Londyn 0:1

Stawkę meczu trudno było przecenić: wygrana gospodarzy pozwoliłaby im na ponowne objęcie przodownictwa w tabeli Premier League, po niedzielnym, pewnym zwycięstwie Arsenalu nad Crystal Palace. Poza tym drużyna Pellegriniego urwałaby ważne punkty Chelsea – kolejnemu poważnemu rywalowi do mistrzostwa w bieżącym sezonie. Za City oprócz atutu własnego boiska przemawiały ponadto otwierające nowy rok statystyki: w 9-ciu meczach rozegranych w styczniu (Liga, Puchar Kraju i Puchar Ligi) The Citizens strzelili łącznie 30 bramek tracąc zaledwie 6. Zwłaszcza ostatnia wygrana na White Hart Lane (5:1) zrobiła na obserwatorach Premier League wrażenie iście piorunujące. Nie dziwi więc, ze ponad 47 tysięcy widzów zgromadzonych na Etihad Stadium miało prawo spodziewać sie kolejnego triumfu. Sęk w tym, że w Manchesterze tego wieczora zameldowała się Chelsea, która postawiła gospodarzom twarde warunki. Hiszpański zaciąg City tym razem nie stanął na wysokości zadania, bardzo słaby mecz rozegrał Dżeko, a solidnemu jak zwykle Yaya Toure tym razem brakło inwencji i szarpnięcia zespołem, zwłaszcza po stracie bramki. W Chelsea wszyscy zagrali na miarę swoich niemałych przecież możliwości, a na wyróżnienie z pewnością zasługuje Hazard, Matić (miejscami do złudzenia przypominający Lamparda z najlepszych czasów) oraz niezawodny Cech, który w końcówce spotkania uchronił swój zespół od straty bramki co najmniej dwukrotnie.
Na trybunach Etihad nie zasiada żadna zwarta kibicowska nabojka – ot, ludzie ubrani w jasnoniebieskie czapki i szaliki krzykną od czasu do czasu „Come on, City” i na tym zorganizowany doping praktycznie sie kończy. W pewnym sensie potwierdza to teorię, że kibice Manchesteru City to tzw. piknikowcy, którzy zapałali miłością do klubu po zastrzyku szejkowskiej gotówki i pierwszych sukcesach klubu zanotowanych po wielu latach posuchy. Na tym tle doping przyjezdnych prezentował się wyjątkowo okazale – drużyna Chelsea mogła się czuć jak na własnym obiekcie.
Mourinho nie mógł ukryć satysfakcji po sukcesie nad znamienitym rywalem, podkreślając, że to ważny krok na drodze do obranego celu, ale wcale nie ważniejszy od meczów z innymi przeciwnikami. Pellegrini tlumaczył się absencją kilku graczy, ale nie brzmiało to przekonująco – okazało się, ze "z rozpędu" Chelsea pokonać nie można. Już po spotkaniu, komentujący je dla jednej ze stacji telewizyjnych Alan Shearer stwierdził, że wygrana Chelsea to klarowny sygnał dla innych zespołów Premier League – okazuje się, że precyzyjnie obmyślaną taktyką można zatrzymać rozpędzony walec, i to u niego na podwórku.
Obydwie drużyny spotkają się wkrótce w Pucharze Anglii, ale wszyscy wiemy, że to nie są rozgrywki priorytetowe i jak w przypadku wszystkich czołowych lig, liczy się przede wszystkim mistrzostwo kraju, a następnie ewentualny sukces w rozgrywkach europejskich. City czeka również niebawem spektakularna potyczka w Champions League z Barceloną, okolicznościowe szaliki moźna było nabyć już teraz. 
Poza wrażeniami czysto sportowymi, należy pochwalić organizacyjną stronę meczu: zarówno wejście jak i opuszczenie obiektu odbywa sie bardzo sprawnie, jest zaplecze parkingowe, a zaopatrzeniu gastronomicznemu też trudno cokolwiek zarzucić – do nabycia było nawet całkiem pijalne Chardonnay.
Ciekawe, jak szybko The Citizens wyliżą rany po tym knock-downie. Wydaje się, że w wyścigu o mistrzostwo Anglii od wczoraj liczą się poważnie już tylko trzy zespoły.