Radeba

Świat okiem kibica

The World Seen With  A Football Fan's Eye

West Bromwich Albion

02.02.2014 PREMIER LEAGUE 2013/2014 
West Bromwich Albion - Liverpool 1:1

Wizyta drużyny Liverpoolu zmobililzowała społeczność kibicowską West Bromwich do tego stopnia, że zdobycie biletów na mecz było wyzwaniem – mój kolega z Anglii uruchomił znajomych, którzy posiadają sezonowe karty wstępu i dzięki temu wystarczającą ilość punktów „lojalnościowych”, aby zakupić bilety na atrakcyjny mecz (a ten z Liverpoolem do takich na pewno się zalicza) dla osób „z zewnątrz”.
Ekipa Rodgersa przyjechała w najsilniejszym składzie, z wyraźnymi aspiracjami zdobycia kompletu punktów, aby utrzymać się w gronie tych zespołów, które rywalizują w tym sezonie o prymat w Premier League. Gerrard, Suarez, Skrtel, Sturridge, Coutinho, Mignolet, Toure – ci dżentelmeni mieli w potyczce ze sporo niżej notowanym rywalem przesądzić o wygranej. Jednak piłka nożna po raz kolejny zagrała na nosie statystykom i wszelakim innym papierowym porównaniom, bo po pierwsze: gospodarze wykazali spora determinację, a przede wszystkim nie ulękli się nazwisk w składzie The Reds, po drugie: Kolo Toure popełnił koszmarny błąd, który jego drużyne kosztował utratę bramki. I wreszcie po trzecie: hiszpański trener WBA może nie mówi zbyt składnie po angielsku, ale nosa do zmian najwyraźniej ma: wyrównał Anichebe, który chwilę wcześniej wszedł na boisko zmieniając Berahino. W drużynie gości klasę potwierdził Mignolet - obrona strzału głową z bliskiej odległości po rzucie rożnym była najwyższej próby. Jest bezsporne, że facet wygryzł z bramki takiego tuza jak Reina nie na piękne oczy. Żal było natomiast patrzeć na Kolo Toure po stracie bramki – takie błędy rzadko zdarzają się nawet juniorom. Tym bardziej godne podziwu było zachowanie Rodgersa: po meczu murem stanął za swoim zawodnikiem twierdząc, że w niczym nie umniejsza to tych zalet Kolo, dzięki którym został ściągnięty przed sezonem na Anfield. To właśnie za takimi menedżerami zawodnicy są w stanie skoczyć w ogień w chwili próby.
Anichebe, który przyszedł do WBA za blisko 6 milionów funtów z Evertonu udowodnił, że to raczej jemu a nie np. mało wyrazistemu Czechowi Vydrze, należy się miejsce w pierwszej jedenastce The Baggies. Co ciekawe, Fortune, którego Anichebe "wypchnął" z The Hawthorns swoim przyjściem, zdobył poprzedniego dnia bramkę dla Wigan w meczu Ligi Championship przeciwko Charltonowi.
W drodze ze stadionu zwróciliśmy uwagę na nieletniego kibica WBA ubranego w sama koszulkę klubową mimo niskiej temperatury powietrza – większość kibiców na stadionie ubrana była w zimowe kurtki i czapki. Najwyraźniej nic tak nie grzeje, jak uczucie do swojej ukochanej drużyny.